***
- No dobra, koleżanko, zabieram
cię na imprezę – zadecydowała Alba po parogodzinnym bezczynnym siedzeniu w jej
mieszkaniu. – Za pół godziny przyjadę po ciebie. No już, zmykaj! – pogoniła
mnie.
- Ej, Alba... Nie zapomniałaś, że
jestem bez kasy? – zapytałam niepewnie.
- Oczywiście, że pamiętam! Oddasz
mi jak ci rodzice odblokują to konto. A teraz leć, zrób się na bóstwo, mam
pewien plan.
Wygoniła mnie z mieszkania, więc
chcąc nie chcąc musiałam wyjść. Wróciłam do siebie i stanęłam przed szafą. W
końcu zdecydowałam się na jaskrawą, żółtą bluzkę na ramiączkach i czarne
krótkie spodenki. Zrobiłam mocny makijaż i byłam już prawie gotowa. Rozczesałam
tylko włosy, a na nogi narzuciłam białe Nike. Wtedy usłyszałam dzwonek do
drzwi. Złapałam telefon do ręki i podbiegłam do nich.
- Ej, ej, ej, a panienka to gdzie?
– usłyszałam. Nie, jego to się nie spodziewałam.
- Javi? Co ty tutaj, do jasnej
cholery, robisz?
- Pierwszy zapytałem. A zresztą,
chyba mam prawo odwiedzić siostrę, nie? A ty chyba nie masz kasy, prawda? I
dlatego wybierasz się na imprezę?
- Tak, tak i nie. Alba mnie
wyciągnęła. No Javi, weź, jutro pogadamy. Teraz się spieszę. – Spojrzałam na
brata błagalnym wzrokiem.
- A co takiego pilnego ma ci Alba
do powiedzenia, co?
- Nie wiem, właśnie idę się dowiedzieć. Złaź z drogi! – To mówiąc, przepchnęłam się
obok Javiera i wyszłam.
Zbiegłam po schodach, słysząc
brata zamykającego drzwi i schodzącego powoli za mną. Miałam szczęście –
przyjaciółka była już na parkingu. Wsiadłam do jej samochodu i szybko się z nią
przywitałam.
Jechałyśmy chwilę w milczeniu, gdy
nagle moja towarzyszka wypaliła:
- Poznałam kogoś.
- Poczekaj, poczekaj. To opiera
się na "pogadałam z nim" czy "poszłam z nim do łóżka"?
- Najpierw pierwsze, później
drugie, a na końcu pierwsze.
- Nie gadaj – odparłam zdziwiona.
– Ty z kimś pogadałaś i przed, i po? No, no, jak się nazywa?
- Sergi.
- Roberto? – zapytałam ze złudną
nadzieją.
- Tak. Skąd wiedziałaś?
- Ty serio jesteś taka głupia, czy
tylko udajesz? Spotykasz się z piłkarzem Barcelony i jeszcze się pytasz?
- On jest piłkarzem? No mniejsza o
to, Sergi ma jakiegoś samotnego kolegę. Wczoraj jak mi to mówił to nawet nie
zwróciłam na to uwagi, w końcu ciebie stałe związki nie interesują. Ale po tej
akcji z twoim kontem wpadłam na pewien plan. Jakbyś pochodziła z kimś przez
pewien czas to może twoi rodzice uznaliby, że się lekko ustatkowałaś i
odpuszczą. Po tym możesz go przecież spokojnie rzucić, nie? Ale ja jestem
genialna! – zakończyła monolog optymistycznym akcentem.
- I mam w celu odzyskania
pieniędzy wykorzystać piłkarza? – Widząc, jak energicznie kiwa głową, dodałam:
- No okey, mogę spróbować, ale jeśli to będzie Bartra to ja pasuję!
- Dobra, dobra. Nawet nie wiem kto
to Barta, ale okey.
- Bartra – poprawiłam Albę.
- Mała różnica. A tak w ogóle, nie
mogłabyś czasem nałożyć sukienki?
- W życiu! Ja i sukienka? Chyba
wiesz, że żadne z nas połączenie.
- Zawsze warto spróbować.
Reszta drogi upłynęła nam na
śpiewaniu piosenek, które puszczałam z telefonu (Alba miała zepsute radio w
samochodzie). Gdy w końcu dojechałyśmy i weszłyśmy do środka, Alba pobiegła do
baru. Powlokłam się więc za nią, a kiedy doszłam, zobaczyłam przyjaciółkę
obściskującą się z Sergim Roberto. Obok niego stali Munir, Rafinha, Neymar i
Bartra. Powoli podeszłam do nich. Popatrzyłam z dezaprobatą na Albę, ale ta
nawet tego nie zauważyła. Gdy w końcu oderwała się od chłopaka, machnęła na
mnie ręką. Szybko przedstawiła mnie piłkarzom, a ja przywitałam się z nimi
lekkim uśmiechem. Oni odpowiedzieli tym samym.
- Hej – powiedział zalotnie ten,
który najbardziej wyszczerzył się do mnie. – Jestem Neymar. Neymar Junior. Neymar
da Silva...
- Tak, wiem – przerwałam mu i
usłyszałam głośny śmiech jego kolegów.
- To ten najbardziej po prawej –
usłyszałam szept Alby.
Spojrzałam we wskazanym przez nią
kierunku. Stał tam Rafinha. Od razu przypomniałam sobie mecz z AS Romą, kiedy
młody napastnik został kontuzjowany. Na moją twarz wypłynął lekki grymas, ale
zaraz z powrotem przywołałam na miejsce uśmiech. Podeszłam do Alcântary
Młodszego i usiadłam na krzesełku obok niego. Na chwilę pomiędzy nami zawisła
niezręczna cisza, lecz Brazylijczyk szybko ją przegonił.
- Czemu się tak skrzywiłaś? –
zapytał, a ja nie do końca wiedziałam co ma na myśli.
- Ja? Kiedy?
- No zanim usiadłaś tutaj –
wyjaśnił.
- A... Nieważne – próbowałam
zakończyć temat, bo nie wiedziałam, czy dobrym pomysłem byłoby przypominanie
piłkarzowi o jego kontuzji. Cóż, skoro nie mógł grać przez pół roku to chyba
nie był zachwycony.
- Nie nieważne, tylko mów. Jestem
uparty, nie odpuszczę – poinformował mnie i wyszczerzył się.
- Tylko nie mów potem, że nie
ostrzegałam. Przypomniałam sobie o twojej kontuzji – powiedziałam zrezygnowana.
- Czekaj, czekaj! Skąd o tym
wiesz? – zapytał Rafinha wyraźnie zdziwiony.
- Cały piłkarski świat o tym
trąbił!
- No właśnie! Piłkarski! – podkreślił ostatnie słowo.
- Dziewczyna nie może interesować
się piłką nożną?! – Chciałam wyrazić się bardziej uprzejmie niż wyszło.
- Może, może, ale to dosyć dziwne.
Tamta chociażby nawet nie wiedziała, że Sergi to piłkarz – odpowiedział
pokazując na Albę.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Ona
nawet Messiego by nie poznała!
- Dobra, skończmy tę bezsensowną
rozmowę. Chodź, zatańczymy.
Złapał mnie za rękę i wciągnął na
parkiet. Rozpoznałam refren piosenki Taylor Swift. Rafinha przysunął się do
mnie a już po chwili kołysaliśmy się w rytm muzyki. Wtuliłam się w niego,
zaczęłam wdychać jego perfumy. Pachniał mieszanką grejpfruta, pomarańczy i
cynamonu z dodatkiem mięty. Wydawało mi się, że skądś znam ten zapach. Nie
mogłam sobie przypomnieć skąd, ale już go uwielbiałam. Momentalnie stał się
moim narkotykiem, a kiedy Alcantara odsunął się ode mnie, chciałam znów go
przytulić tylko po to, żeby wdychać jego woń. Na szczęście szepnął mi na ucho,
że zaraz wraca, więc wyszłam na moment na zewnątrz. Oparłam się o poręcz na
schodach i odgarnęłam włosy z twarzy. Nagle z tyłu usłyszałam otwieranie drzwi,
następnie ktoś stanął niebezpiecznie blisko mnie. Pomyślałam, że to piłkarz, z
którym wcześniej tańczyłam, odwróciłam się w jego stronę, ale nie ujrzałam
tego, kogo się spodziewałam.
- Munir? – zapytałam, patrząc na
zmieszaną twarz napastnika.
- Lia? – zdziwił się.
- Nie, święty Mikołaj – zaironizowałam.
- Przepraszam, pomyliłem cię z
kimś. Naprawdę nie chciałem.
- Nie ma sprawy, nic się nie
stało. – Uśmiechnęłam się do niego.
- Serio? Jeszcze raz przepraszam –
powiedział, wycofując się w stronę drzwi.
- Czemu przede mną uciekasz,
Muniu? – zaśmiałam się.
Piłkarz nie odpowiedział,
zarumienił się lekko, jak panienka z osiemnastowiecznej powieści i wszedł z
powrotem do środka. Chciałam pójść za nim, ale zobaczyłam Rafę wychodzącego z
budynku. Stanął obok mnie, a opierając się o barierkę, przysunął się bliżej.
Nasze ręce dzieliły milimetry.
- Co zrobiłaś Munirowi? – zaśmiał się.
Opowiedziałam mu całą historię.
Piłkarz zaczął się śmiać jak szaleniec po usłyszeniu słowa „Muniu”, więc
postanowiłam wrócić do klubu, udając obrażoną. Już naciskałam klamkę, gdy na
nadgarstku poczułam mocny uścisk. Rafinha pociągnął mnie do siebie tak, że na
niego wpadłam. Chciałam się odsunąć, ale Alcantara przytulił się do mnie i
wtulił się w moje włosy. Trwaliśmy tak przez chwilę, a później jak gdyby nigdy
nic weszliśmy z powrotem do środka i daliśmy się porwać w imprezowy wir.
***
EDIT: Jak zawsze zapomniałam o tym, co chciałam. Więc mam pytanie.
Jest taki pomysł w mojej szalonej główce. Na opowiadanie o siatkarzach. I tu się rodzi owo pytanie (a nawet dwa): a) czy ktokolwiek by to czytał b) czy opłaca się zaczynać kolejne opowiadanie?
Ktoś, coś? Liczę na jakąś podpowiedź.
Jest mój najukochańszy i najdroższy piłkarz! I tak jak pisałam wcześniej - rozpływam się!
OdpowiedzUsuńOby dziewczyna go nie wykorzystała!
Nie potraktuj tego jakbym się czepiła czy coś w tym stylu, ale tylko napiszę, że widzę pewne podobieństwo z moim opowiadaniem o Rafie [desde-primer-beso] ;)
czekam na kolejny rozdział i jeszcze więcej Rafy! :)
Też dostrzegłam to podobieństwo, ale już po czasie ;D Na szczęście tylko na początku można je zauważyć :))
Usuń